Był kiedyś taki bloger, nazywał się kominek.
Ten wpis jest taki miejscem w sieci gdzie wspominamy Tomasza „Kominka” podobno – Tomczyka bo jakie on tam nazwisko ma naprawdę to nie wiem. To może być pseudonim, bo jakże to tak nazywać się Tomek i mieć na nazwisko Tomczyk? Prawie jak w 13 posterunku gdzie główny bohater grany przez Cezarego Pazurę nazywał się Cezary Cezary. Wyobrażacie sobie taki zbieg okoliczności i nazwać go np. Cezary Cezarski? Ale poważnie, bo to ma być benefis i epitafium a nie roast odnośnie jego kariery blogerskiej. Obserwowałem jego blogerską karierę, trochę podświadomie zaczerpnąłem z niego i nauczyłem się – jest on jakąś formą mentora dla mnie. Wiecie, w 2005 internet wyglądał troszkę inaczej, a i ja byłem młodszy. Ja wtedy też blogowałem. Na jego blog wchodziły tysiące osób dziennie, na mój – w największej popularności, jedynie setki.
Pamiętam jego przesiadkę z bloxa na in. Pamiętam jak po premierze gameplayu z GTAIV czekałem na gamefont który nigdy nie nastał. Pamiętał wywiad z Lepperem., ale to już późniejsze wydarzenia Posiadałem wtedy blog na joggerze, on na bloxie. Blox, to wiadomo – taka podróba blogspota od agory czy innego szmatławca, platformy która miała przyciągać ludzi. Jogger był platformą do blogowania przez Jabber/XMPP, otwarty protokół, który miał zawojować świat, a przynajmniej pokonać popularne wtedy w polsce gadugadu. Nie zawojował, ludzie oddali swoją prywatność Zuckerbergowi. Ludzie byi za głupi, by zrozumieć że znaczek małpy @ nie oznaczał że jest to adres mailowy, a oddziela jedynie nazwę użytkownika od nazwy serwera. Ale sama platforma była dobra, wysyłało się widaomość do danego usera i po sekundzie była na twoim blogu. Byłem na blipie, gdy zwyzywał szymczaka od blogerskich pizd, bo oznaczył go w blipo-twittcie że niby chce się na nim wybić, bo go oznaczył w blipo-twicie. Boże, ale to ostatnie zdanie było bez sensu. Takie to potworki powstają jak się nie zatrudnia korekty.
Pamietam Andrzeja i jego oblicze, pamiętam pierwsze zdjecie komunika po 4 latach (zjadacza_lokci.jpg) i słynne cztery cytryny, zagadkę do dziś nierozwiązaną. Pamiętam ankietę w której pytał gdzie widzisz go za 10 lat. Czas to zwertfikował. Obecnie kominek (przepraszam – JasonHunt) nie bloguje i dlatego też wystawiam mu pomnik tym wpisem. Pamiętam ekranizację latawca. Pamiętam jego porady związkowe. Niby żył w celibacie, umarł jako prawiczek (w co mu nie ufam, bo o seksie wiedział podejrzanie dużo). Jako pietnastolatkowi ówczesnemu kładł do głowy wiele szkodliwych nawyków, celował raczej w target głupich kobietek. Pamięam akcje z segrittą (która również czerpała wiele z Kominka) która mnie irytowała, raz naśladowaniem go (pisownią typu rUżowy, borze) a raz swoją dynamicznością. Fashionelkę pominąłem, bo modą się nie interesowałem. Znaczy z perspektywy czasu oceniam że olanie mody było niesłuszne, bo skoro podobają mi się ładne kobiety, to znaczy że umiem jako-tako odróżnić brzydkie od ładnego, to znaczy że moja estetyka nie jest wcale upośledzona, jak do tej pory myślałem.
Niby był podobny, ale nie. Nie mówię, że fizycznie, bo ani trochę. Ja na przykład wyglądam tak, on jest łysiakiem. On był wysokim, krótko ściętym facetem, ja aparycją nie przypominam go ani trochę. W innych kwestiach też inny niż ja. Ja rodziniarz, on celibat. On ukończył podstawówkę nawet chyba i maturę zrobił. Podobny był w tym, że również był blogoerem i blogi bez wątpienia kochał, kochał tworzyć i pisać. Był z innej gliny ulepiony, albo na takiego się kreował. Wydawał się nie mieć traum, dobrze wychowany, utrzymywany przez rodziców (z czego był dumny), przede wszystkim – z miasta. Gdy on zwiedział Warszawę, ja ubijałem kuraki na obiad. On kochał modę, ja wchodziłem do sklepu w gumofilcach prosto z pola. On miał trzy blogi, ja pięćdziesiąt na których wstawiałem obrazki gołych dup [podobno on też tak zaczynał]. W końcu, w 2014 zlikwidowali mi hosting obrazków (słynne wstaw.org) przez co moje blogi przestały mieć sens. On po prostu przestał pisać.
Żartował sobie na temat swojego wzrostu, mówiąc rzekomo że ma metr 150 w wysokich butach chociaż, jak na fotkach widać, był całkiem wysoki. Łamał własne reguły. Odradzał wstawianie zdjęć z alkoholem, wrzucając zdjęcia swoich shotów z tequilą. Tworzył dużo contentu, próbował na siłę być kontrowersyjny, w końcu – zgasnął i nie pisze nic. Ja jestem tym oburzony. Nie jego kontrowersyjnością, tylko dlatego że przestał. Coś tam przy tworzeniu bloga z końcówką .in mamrotał że na tym blogu od dziś się nie przeklina i on naprawdę taki jest, co po latach kojarzy mi się z Gimperem, ale to zdecydowanie młodszy kaliber artysty, no i nie bloguje. On też z patologicznego twórcy stał się ogarniętym.
JasonHunt Kominek (podobno nienawidzi gdy używa się dwóch nazw, więc specjanie tak piszę) odmienił polską blogosferę. Ja tak nie uważam, ale wniósł do niej dobre rzeczy. Co na przykład? Przede wszystkim, Zaczął otwarcie mówić o reklamowaniu rzeczy (kampaniach jak to się nazywa) nie biorąc wszystkiego-co-popadnie-by-tylko-zmonetyzować-bloga. I jako pierwszy zaczął mówić o szczerości i autentyczności w tym procesie. Po drugie, pisał dużo o związkach i miłości, czym przyciągał nastolatki na bloga, szukające porad sercowych, a jego porady były naprawdę niezłe. Na przykład radził dziewczynom, by zamiast podrywać chłopców, zapytały wprost czy im się podoba. Wielki człowiek. Wymyślił metodę legalnego zdradzania w zgodzie z własnym sumieniem opartą na niespełnianiu własnych potrzeb. Kominek wymyślił też wojnę kominkową, to znaczy wojował z Doktorem Etkerem czy jak się to pisze. Jego wpis „Dr. Oetker, ty pizdo” był wyżej w wyszukiwarce niż oficjalna strona doktora. Ten doktor był nazwą budyniu sprzedawanego w sklepach, skoro zresztą czytasz po polsku to pewnie kojarzysz budyń z taką nazwą. Trochę tam osiągnął, paru ludzi wkurzył.
Kominek nie zna ataku na kominek.
Zabawne stało się, gdy jeden z użytkowników forum na którym wówczas anonimowo pisywałem, wymyślił atake na kominek. Atake było tradycją tego forum.
Kominek określił wówczas, że w weekend jego blog najechało stado upośledzonych ludzi i iwonki (moderatorki) usunęły nasz spam jeszcze szybciej niż się pojawił. Ostatecznie, w świadomości ludzi, pozostał jedynie przerobiony gejowski komiks, gdzie „atake na kominek” oznaczało atak analny na
Opis tej osoby może wyglądać chaotycznie i bez sensu dla kogoś kto go nie pamiętał, ale jest po prostu surowym wyrzutem wspomnień odnośnie jego z mojej głowy. Nie potrafię go wyrzucić z głowy.
Mam nadzieję że JasonHunt trafi kiedyśna mój wpis, chocciaz pewnie będzie miał to w dupie, bo o nim ciągle ktoś mówi, skoro jest blogowym mikrocelebrytą. Chciałbym by wiedział, że jestem tak stary, że pamiętam jego dziedzictwo. I że jest mi smutno że poszedł, tą, a nie inną drogą, że nie pisze. A pytanie dlaczego nie pisze – ja myślę że albo mu się znudziło udawanie, albo nabiera historii do opowiedzenia, albo jego zamilknięcie jest celowe. W kazdym razie zapamiętajcie, że był kiedyś ktoś taki jak kominek.
Dużo od niego czerpałem, nawet podświadomie, wyrobiłem.
Mam takie ciche marzenie, że może kiedyś trafi na ten wpis i się odezwie.













